Tekst z 19/03/2008 Ostatnia aktualizacja 19/03/2008 16:32 TU

Przed świątynią w Dharmasali setki mnichów manifestują codziennie przeciwko reżymowi w Pekinie
(Fot: M. Ennaïmi/RFI)
We środę w indyjskiej Dharamsali, przywódca duchowy Tybetańczyków, Dalajlama, spotkał się z przedstawicielami radykalnych organizacji tybetańskich. Rozmowy te przebiegają na tle rozbieżności postaw i strategii działania możliwej do przyjęcia pomiędzy radykalnie nastawioną młodzieżą a pokojową „starą gwardią” na wygnaniu.
Chińskie represje w Tybecie budzą nadal żywe reakcje w świecie, szczególnie po złowrogich wypowiedziach lokalnego szefa partii komunistycznej, Zhang Quingli, opublikowanych dziś przez reżymową prasę w Tybecie: „prowadzimy walkę na śmierć i życie z kliką Dalaj-lamy”, oświadczył ów polityk, który ponadto zakwalifikował tybetańskiego przywódcę i laureata Pokojowej Nagrody Nobla jako „potwora o twarzy człowieka lecz sercu zwierzęcia”. Świadczy to jedynie o zacietrzewieniu chińskich polityków – po wczorajszych wypowiedziach Dalaj-lamy, który stwierdził, że gotów jest złożyć dymisję, jeśli sytuacja w Tybecie wymknie się spod kontroli.
Według oficjalnych chińskich komunikatów w piątkowych starciach w Lhasie zginęło 13 osób; wszystko jednak wskazuje na to, że w stolicy Tybetu i innych miastach były setki ofiar. Na terytorium całego Tybetu aresztowano setki, a prawdopodobnie tysiące osób, według zgodnych wypowiedzi różnych organizacji na rzecz wolnego Tybetu. Wiadomości tych niezależni dziennikarze nie mogą potwierdzić ani zakwestionować, gdyż władze uniemożliwiają im dostęp do Tybetu i wszelkich skupisk Tybetańczyków.
Według Klubu Prasy Zagranicznej w Pekinie, w ostatnich dniach doszło do co najmniej trzydziestu incydentów między przedstawicielami chińskich władz a dziennikarzami, którzy starali się zasięgnąć informacji o wydarzeniach w Tybecie: do incydentów tych doszło zarówno w Lhasie, jak w zachodnich prowincjach gdzie są skupiska Tybetańczyków, oraz w samym Pekinie.
Mimo protestów i adresowanych do MKOl-u żądań zmiany trasy znicza olimpijskiego, tak by nie przebiegała ona przez Tybet – pozostanie ona niezmieniona. Potwierdził to dziś wiceprzewodniczący Komitetu organizacyjnego Olimpiady, Jiang Xiaoyu. Starał się on też pomniejszyć znaczenie apeli o bojkot ceremonii otwarcia Igrzysk – organizacja „Reporterzy bez granic” apelowała na przykład o jej bojkot przez przywódców politycznych. Nota bene, francuski minister spraw zagranicznych Bernard Kouchner wyraził opinię, iż „nie jest to pomysł zły, lecz zupełnie nierealny”, oraz że manifestacja „wrogości w stosunku do naszych chińskich przyjaciół” nie byłaby skutecznym środkiem nacisku. Niemniej pytanie zostanie postawione na najbliższym spotkaniu unijnych ministrów.
Dalaj-lama pragnie wznowienia dialogu z Pekinem – oświadczył dziś jego bliski współpracownik w Dharamsala, przypomniał też, że nie domaga się on niepodległości Tybetu. Chińczycy, mówił, nigdy nie rozwiążą problemu Tybetu przez wysyłanie tam wojsk, trzeba znaleźć rozwiązanie korzystne dla obu stron. Sam Dalaj-lama zaapelował dziś do wszystkich przywódców na świecie o pomoc w rozwiązaniu konfliktu tybetańskiego drogą dialogu oraz o żądanie od Pekinu umiaru w jego postawie wobec zamieszek.
O Tybecie wspomniał dziś papież Benedykt XVI w czasie audiencji generalnej, mówiąc, że słucha z przejęciem i smutkiem nadchodzących stamtąd informacji: „przemoc nie rozwiązuje problemów, lecz je pogłębia” - mówił papież, zachęcając do dialogu, tolerancji oraz szczególnego uwrażliwienia na sytuację Tybetańczyków.
Mianowany wczoraj na stanowisko specjalnego doradcy sekretarza generalnego ONZ do spraw sportu, Niemiec Wilfried Lemke, powiadomił, że uda się do Chin na rozmowy w sprawie Igrzysk i Tybetu. "Nie wyobrażam sobie, by spotkała mnie odmowa, jeśli wyrażę życzenie udania się do Tybetu" – mówił. Nie wiadomo jednak jeszcze, kiedy Lemke uda się do Chin.
W Paryżu pół setki intelektualistów, artystów i polityków podpisało się pod petycją o solidarność z Tybetem: żądają oni natychmiastowego wstrzymania represji, aby, jak czytamy, Igrzyska Olimpijskie w Pekinie nie stały się „Igrzyskami hańby”. W tekście przypominają oni, że od 50 lat zginęło lub zaginęło w okupowanym przez Chiny Tybecie ponad milion osób, prawa człowieka są tam systematycznie gwałcone, a kultura tybetańska systematycznie niszczona. Petycję podpisali m.in. Bernard Henry-Lévy, Alain Finkielkraut, André Glucksman, Amélie Nothomb, Jane Birkin…
Wiadomości
EuRaNet
Kultura