Marek Pędziwol
Tekst z 17/11/2009 Ostatnia aktualizacja 24/11/2009 11:38 TU

Vaclav Havel przyjmowany przez Jerzego Buzka i José Barroso w Parlamencie Europejskim, 11 listopada 2009.
(Foto: Parlament Europejski)
17 listopada minęło dwadzieścia lat od studenckiej demonstracji w Pradze, która została brutalnie rozpędzona przez czechosłowackie ZOMO na Alei Narodowej. Brutalna policyjna akcja nie uchroniła jednak ostatniego komunistycznego reżimu w tej części Europy. Nim skończył się rok 1989 komunistyczni posłowie posłusznie podnieśli ręce i jak jeden mąż oddali władzę w państwie człowiekowi, którego zaledwie kilka tygodni wcześniej czechosłowacki premier Ladislav Adamec nazwał „politycznym zerem”. Dziś mało kto pamięta jeszcze komunistycznego aparatczyka, a nazwisko spostponowanego przez niego dysydenta, Vaclava Havla, jest znane na całym świecie. Z byłym prezydentem Czechosłowacji i Czech rozmawia nasz środkowoeuropejski korespondent Marek Pędziwol.
W boju z komunizmem używał Pan „tylko” słów. Wierzył Pan rzeczywiście, że ta droga dokądś prowadzi? Że sukces je możliwy? Czy też robił Pan to dlatego, że porządny człowiek ma się po prostu tak zachowywać?
Nie chciałbym mówić o sobie, powiem więc ogólnie, że ci, którzy chcą robić coś po to, żeby świat stał się lepszym, mają to robić właśnie z tego powodu. I muszą to robić z przekonaniem. Zwłaszcza wtedy, gdy działają w trudnych warunkach i gdy grożą im prześladowania. Muszą to robić po prostu dlatego, że uważają to za dobre i słuszne. Bo mieliby wyrzuty sumienia, gdyby tego nie zrobili. Jeśli zaś odniosą sukces, tym lepiej. Każdego to ucieszy. Ale nie może on od samego początku liczyć na sukces, bo to po prostu nie od niego zależy.
Czechosłowacka droga od komunizmu do demokracji była rekordowo krótka. 17 listopada ’89 roku zaczęła się „aksamitna rewolucja“, a już 29 grudnia został Pan prezydentem Czechosłowacji. A w drugi weekend czerwca 1990 roku Czechosłowacja wybrała swoje parlamenty w rzeczywiście wolnych i demokratycznych wyborach. A może ta droga była dłuższa? Jak Pan to widzi? Kiedy według Pana czeskie przechodzenie od totalitaryzmu do demokracji skończyło się naprawdę?
Myślę, że te podstawowe, najważniejsze kroki naprawdę zostały zrobione już w ’89 roku. Oczywiście droga do urzeczywistnienia ideałów tej rebelii, czy też oporu przeciw komunizmowi okazała się daleko dłuższa, bardziej skomplikowana, niż wtedy sądziliśmy. To jasne. I myślę, że nigdy się nie skończy, bo tym właśnie różni się ideał od utopii. Utopia to jakiś pomysł, który pewnego dnia zostaje zrealizowany i jest już skończony. Potem ma już panować jakieś strupieszałe szczęście. Utopie mają właśnie to do siebie. A tymczasem życie idzie innymi ścieżkami, niż ich twórcy sobie to zaplanowali. Wtedy obcinają wszystko, co sterczy na boki, aż wreszcie na końcu pojawiają się obozy koncentracyjne.
Ideał jest zaś czymś, co się stale oddala. Jest na horyzoncie, odnosimy się wciąż do niego, ale nigdy nie możemy powiedzieć, że go osiągnęliśmy. To, co nazywamy kulturą polityczną, rozwija się w naszym kraju powoli i miejmy nadzieję, że będzie się stale rozwijać. Trudno sobie wyobrazić, że kiedyś osiągniemy taki stan, kiedy będzie można powiedzieć: „Tak, teraz wszystko wygląda już bardzo dobrze i już nie musimy się o nic starać.“
Prawie dwie trzecie tego dwudziestoletniego okresu wolności i demokracji z krótką przerwą na dzielenie Czechosłowacji stał Pan na czele państwa, które świat podziwiał jako prymusa postkomunistycznych przemian. Ale Pan sam wie najlepiej, co się nie powiodło, co nie wyszło tak, jak miało wyjść. Kiedy dziś spogląda Pan wstecz na te swoje 12 i pół roku na Praskim Zamku, co Pan wytyka sobie najbardziej?
Muszę się chwilę zastanowić. Prawdopodobnie powinienem był użyć tego autorytetu, który miałem w pierwszych tygodniach i miesiącach, do pewnych bardziej zdecydowanych kroków. Tymczasem ja wciąż się z kimś radziłem w każdej sprawie i wciąż miałem wątpliwości. Spoglądając wstecz wydaje mi się, że być może mogłem wtedy podejść bardziej zdecydowanie do mnóstwa rzeczy. I wcale nie musiałbym przekraczać swoich kompetencji; wystarczyłoby po prostu skorzystać z tego autorytetu. To dotyczy spraw personalnych i systemowych, ordynacji wyborczej, prywatyzacji...
A co uważa Pan za swój największy sukces?
Za bardzo ważną sprawę i za wielki sukces uważam fakt, że doszło do rozszerzenia Sojuszu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej o państwa postkomunistyczne. To, jak myślę, niezmiernie ważna rzecz. To zakorzenia te państwa mocniej w kontekście międzynarodowym, wzmacnia ich bezpieczeństwo. A jednocześnie reguluje ewentualne ekscesy w tych krajach. I jednocześnie jest swego rodzaju barierą przeciw ewentualnym nieobliczalnym ekstremistycznym wystąpieniom, które mogłyby nabrać na znaczeniu. Niebezpieczeństwo ekstremalnego nacjonalizmu, z którego potem rodzą się Miloszewicie i im podobni, byłoby daleko większe, gdyby nie było właśnie tego międzynarodowego kontekstu. Ja wiem, że ci ekstremiści – w naszym przypadku to był na przykład pan Sladek – często argumentują tym, że Zachód nas nie chce i dlatego musimy to „zrobić po swojemu“. To „zrobić po swojemu“ znaczy, że mają na myśli ich własną, autorytarną władzę.
Urodzony w 1936 roku czeski dramaturg i eseista, dysydent i polityk Václav Havel był czołową postacią czechosłowackiego ruchu praw człowieka Karta 77. W czasie „aksamitnej rewolucji” współtworzył czeskie Forum Obywatelskie OF, które wraz ze słowackim Społeczeństwem przeciw Przemocy VPN przejęło władzę w Czechosłowacji po upadku komunizmu w 1989 i wolnych wyborach parlamentarnych w 1990 roku. W latach 1989-92, był prezydentem Czechosłowacji, a od 1993 do 2003 stał na czele Republiki Czeskiej.
Europa
29/01/2010 14:42 TU
Trudno stwierdzić, czy solenne obietnice Niemców co do utrzymywania na odpowiednim poziomie strukturalnego deficytu budżetowego zachęcą ich partnerów ze strefy euro, pisze Gabriel Grésillon, na łamach ekonomicznego dziennika Les Echos.
28/01/2010 15:49 TU
27/01/2010 16:32 TU
Jean-Dominique Giuliani, prezes Fundacji Robrta Schumana, nie kryje niepokoju, a nawet irytacji widząc, jak niezdarnie Unia wkracza w nowy etap swego istnienia po wdrożeniu Traktatu Lizbońskiego.
26/01/2010 16:33 TU
25/01/2010 15:41 TU
22/01/2010 16:35 TU
Portal MEMORO gromadzi i udostępnia niewielkie filmy wideo ze wspomnieniami nagranymi przez osoby urodzone przed 1940 rokiem. Istnieją już strony włoskie, hiszpańskie, niemieckie, angielskie, japońskie...
21/01/2010 13:53 TU
20/01/2010 16:46 TU
20/01/2010 16:12 TU
18/01/2010 16:30 TU
Żegnamy i zapraszamy
29/01/2010 16:02 TU
Nasza wspólna historia
Kultura - z archiwum RFI
Ostatnia aktualizacja 22/02/2010 17:12 TU
Ostatnia aktualizacja 21/02/2010 11:38 TU