Stefan Rieger
Tekst z 20/11/2009 Ostatnia aktualizacja 20/11/2009 17:08 TU
Jedno jest pewne : « Europejczycy nie wybrali sobie George’a Waszyngtona » - stwierdza z nieukrywanym żalem na łamach Le Monde były prezydent Francji, Valéry Giscard d’Estaing.
W odróżnieniu od Ameryki, która na pierwszego prezydenta, aby scementować młode państwo, wybrała sobie największą, najsłynniejszą postać tamtych czasów, Unia Europejska trzyma się z uporem swych tradycji sklepikarskich. Nowa, nad wyraz „dyskretna para” jej przywódców, jak pisze popołudniowy dziennik, ma być może wiele różnych zalet, ale zarówno premier Belgii Herman Van Rompuy, przyszły prezydent Unii, jak i Brytyjka Catherine Ashton, przyszła szefowa dyplomacji, najzupełniej są nieznani na scenie międzynarodowej, a baronowa Ashton zgoła nawet w swoim kraju.
Zwyciężyła raz jeszcze logika, przyświecająca od początku procesowi budowania Europy: wybór najmniejszego, wspólnego mianownika, szukanie rozwiązania najmniej kłopotliwego, w najmniejszym stopniu krępującego narodowe ego tych i owych z grona 27.
Choć były premier Michel Rocard obwieścił dziś, w obliczu tego wyboru, „śmierć polityczną Europy”, Le Monde stara się nas pocieszyć, jak umie, dopatrując się w wyborze nowego tandemu pewnego, mimo wszystko, postępu, który pozwoli na wyraźniejszą obecność Unii na arenie międzynarodowej.
Centrala telefoniczna
Owszem, nie wybrano Waszyngtona. Owszem, Europa nie ma wciąż jednego „numeru telefonu”, jak ironizował swego czasu Henry Kissinger, a nawet gorzej, w pewnym sensie, gdyż od tej chwili ma ich co najmniej trzy: jeden u prezydenta, drugi u wysokiego przedstawiciela, trzeci u szefa Komisji Barroso. Reagując na swój wybór, Van Rompuy powiedział zresztą, że „czeka z niecierpliwością na pierwszy telefon od Baracka Obamy”, ale się nie doczekał: Biały Dom zadowolił się wydaniem komunikatu…
Le Monde radzi jednak, by nie osądzać z góry nowej „dykretnej pary”. Premier Van Rompuy jest przekonanym Europejczykiem, człowiekiem wielkiej stanowczości i mocnego charakteru. A co do pani baronowej Ashton – można zawsze liczyć na to, że brytyjska, labourzystowska arystokratka nie omieszka wszystkich zaskoczyć i dowieść swej oryginalności.
Żegnamy i zapraszamy
29/01/2010 16:02 TU
Nasza wspólna historia
Kultura - z archiwum RFI
Ostatnia aktualizacja 22/02/2010 17:12 TU
Ostatnia aktualizacja 21/02/2010 11:38 TU